Mrągowo. Czos na kowbojską nutę

February 23rd, 2009

Dziś pierwszy dzień XIX Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Country w Mrągowie. Inauguracyjny koncert w amfiteatrze nad jeziorem Czos rozpocznie się o godzinie 19.30. Tymczasem już od kilku dni na ulicach miasta można spokać kowbojów i stoiska z kapeluszami, butami i ubraniami kowbojskimi. Miejsc w hotelach od dawna już nie ma.<p>
- Wielu naszych gości rezerwuje miejsca rok wcześniej – mówi Agnieszka Różycka, z działu marketingu hotelu Mrongovia. – Mamy już rezerwacje na Piknik Country w 2001 roku.<p>
Wszyscy, którzy chcieliby zamieszkać w czasie trwania festiwalu w Mrągowie, mogą poszukać miejsc w mieszkaniach prywatnych, gdzie wynajęcie pokoju dla dwóch osób kosztuje 50 zł za dobę. Wynajęcie trzyosobowego domku letniskowego bez wygód to wydatek rzędu 40 zł. Negocjować można opłatę za pozwolenie na rozbicie namiotu na prywatnej posesji.<p>
Jak co roku na Festiwalu nie zabraknie gwiazd i konkursów. W piątek widzowie wybiorą ,piosenkę Radia Kierowców". W sobotę zaś odbędzie się III Konkurs Country Europa. Wystąpią w nim czołowe zespoły country z 10 krajów europejsich, wykonując jeden utwór country po angielsku i własną piosenkę w ojczystym języku. Polskę będzie reprezentowała Magda Anioł.<p>
Gwiazdą tegorocznego festuwalu będzie między innymi Dale Watsin, który wraz z zespołem przyjechał nad Czos z Teksasu i Jamie Hartford także z USA. Zapraszamy.<p>
*Piątek, 28 lipca
Bieszczadersi (Lesko),T-band (Warszawa), Cezary Makiewicz i Koltersi (Olsztyn) oraz Life Style Country Band (Koszalin), konkurs ,Piosenki Radia Kierowców" – finaliści wystąpią z zespołem ,County Dudes" Jacka Wąsowskiego. <p>
Wystąpią też: Gang Marcela, Andrzej Cierniewski, Fair Play (Chorzów), Johnny Walker (Katowice). Gwiazdą wieczoru będzie Dale Watson. <p>
TVP2 – transmisje: godz: 21.00 – 21.53; 22.35 – 22.57; 24.30 – 01.18 <p>
<p>
*Sobota, 29 lipca 2000r.<p>
Koncert Electric Roosters (Wałbrzych), III Konkurs Country Europa: czołowe zespoły country z 10 krajów europejskich .<p>
Polską gwiazdą wieczoru jest Tomasz Szwed. Po nim wystąpi Colorado,
Grupa Furmana i New Road Trio. <p>
TVP2 – transmisje: godz: 20.00 – 21.52; 22.35 – 22.45; 24.35 – 01.20 <p>
<p>
*Niedziela, 30 lipca<p>
Halio Band (Bochnia), recital Mariusza Kalagi. <p>
Srebrny jubileusz Andrzeja Rybińskiego. Goście: Coach (Kraków), ,Kącik folkowy" – SYRBACY. X- lecie Whiskey River – oraz goście: Magda Anioł, Paweł Bączkowski, Cezary Makiewicz, Marcin kalaga oraz Katarzyna<p>
Szubartowska, Cezary Makiewicz i Koltersi (Olsztyn). Gwiazdą wieczoru jest Jaimie Hartford (USA) <p>
TVP2 – transmisje: godz: 20 – 20.50; 00.35 – 01.15 <p>

Autor artykułu: Andrzej Maciejewski

Susz. Finał rozgrywek siatkarzy

May 9th, 2001

Siatkarze LZS Tęcza Kamieniec zajęli pierwsze miejsce w finale rozgrywek piłki siatkowej, organizowanych przez suski Zespół Szkół im. Ireny Kosmowskiej. Rozgrywki prowadzone były od grudnia ubiegłego roku. W dwóch grupach eliminacyjnych rywalizowało sześć zespołów.

Po dwa najlepsze awansowały do ścisłego finału, który rozegrany został w niedzielę. Wzięły w nim udział jednak tylko trzy ekipy. Do Susza nie dojechała bowiem ekipa LO Iława.
Pierwsze miejsce w turnieju zajęli siatkarze LZS Tęcza Kamieniec. Drugie przypadło ZSR Kisielice, a trzecie nauczycielom suskiego gimnazjum. Puchary najlepszym drużynom wręczali ich fundatorzy – Jan Krupski, przewodniczący Rady Miasta w Suszu, Zbigniew Głowacki, wiceburmistrz Susza oraz Marek Sadowski.

- Rozgrywek chyba nie trzeba podsumowywać. Najważniejsze, że się w ogóle odbyły. Dla zdrowia, dla rozrywki, dla miłego spędzenia wolnego czasu – mówił Jan Krupski. I dodał: – Tego typu imprezy powinny znaleźć stałe miejsce w kalendarzu imprez sportowych, nie tylko miasta. Miejscowości z terenu gminy również powinny się zmobilizować i poprzez sport brać udział w życiu naszej społeczności. Dobrym tego przykładem jest zespół Tęczy Kamieniec.

Autor artykułu: Dariusz Akierman

Iława. Mogli zginąć piesi

May 9th, 2001

Wczoraj w Iławie na ul. Konstytucji 3 Maja kierujący samochodem ciężarowym Scania zgubił ładunek ważący prawie 18 ton. Rozmawiałem z kolegą kiedy ten nagle złapał mnie za rękę i porwał do przodu – mówi pan Henryk, mieszkaniec Iławy. – Potem usłyszałem potworny huk. Zobaczyłem wielką maszynę wbitą głęboko w asfalt. Całe szczęście, że nie było mnie w tym czasie na przejściu dla pieszych, bo tam wylądował ten kolos. Wtedy pewnie bym już nie żył.

Według naszych ustaleń ładunek, który zsunął się z przyczepy ciężarówki, to ważąca 18 ton prasa hydrauliczna czeskiej produkcji. Na miejsce zdarzenia przybyło kilka jednostek straży pożarnej oraz policja.
- Kierowca miał wyjątkowego pecha – mówi Zbigniew Kreński z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Iławie. - Kierujący pojazdem dostosował w sposób prawidłowy prędkość do nawierzchni terenu. Powodem zsunięcia się przewożonego ładunku było pęknięcie zabezpieczającej go liny. Według wstępnych ustaleń przewożony ładunek nie był prawidłowo zabezpieczony.
Jak się dowiedzieliśmy za tego typu wykroczenie kierowcy, mieszkańcowi Torunia grozi mandat w wysokości od 150 do 250 złotych. Właśnie do Torunia miał trafić przewożony ładunek. Akcja usuwania skutków zdarzenia trwała kilka godzin.

Autor artykułu: Dominik Jaskulski

Pojezierze. Matury dzisiaj i 10 lat temu

May 9th, 2001

Niektórzy uczniowie zdają właśnie pisemne egzaminy maturalne. Inni mają już to od dawna za sobą,
Zespół Szkół Rolniczych w Nowym Mieście odwiedzili absolwenci rocznika 1991. Okazją była 10 rocznica zdania egzaminu dojrzałości.

- Pierwszy poważny egzamin w naszym życiu w porównaniu z zadaniami jakie czekały na nas później, był przysłowiową łatwizną – powiedział Ryszard Domżalski, ówczesny przewodniczący Samorządu Szkolnego.
Absolwenci nowomiejskiego ,rolnika” rozsiani po kraju i poza jego granicami zajmują się różnymi profesjami. Niektórzy z nich prowadzą własną działalność gospodarczą, pracują w firmach handlowych i lokalnej prasie. Większość z nich poza językiem polskim zdawała maturę z historii. Powód? Przedmiot ten wykładała ich wychowawczyni – Bożena Demska. Na ustne egzaminy wybierano rosyjski oraz biologię.

Byli uczniowie zwiedzali klasy i rozmawiali z nauczycielami. Po części oficjalnej wszyscy przenieśli się do Gminnego Ośrodka Kultury w Gwiździnach. Tam bawili się do białego rana.
- Miło było się spotkać – komentowali uczestnicy spotkania absolwentów. – Szkolne lata to najwspanialszy okres w życiu każdego człowieka. Mimo szkolnego stresu naprawdę świetnie się bawiliśmy. Niektórzy z nas chcieliby się cofnąć w czasie. Dzięki spotkaniu stało się to możliwe.

Wczoraj o godzinie dziewiątej rozpoczęły się tegoroczne matury.
Pierwszy dzień egzaminów dojrzałości to próba sił na polu języka ojczystego. Dziś zdawane będą egzaminy pisemne z matematyki, historii, biologii i innych wybranych przedmiotów.
W Działdowie do matury przystąpiło 378 uczniów. W Nowym Mieście Lubawskim było 244 abiturientów. W Iławie maturę zdawało 520 uczniów. W Ostródzie około 1 tys. uczniów, w Morągu 86, w Lubawie 165. Maturzyści, trzymamy za was kciuki.

Autor artykułu: Krzysztof Lubański, didi

Judo. Eliminacje do mistrzostw Polski

May 8th, 2001

Ponad 200 młodzików i młodziczek, przez sześć godzin na trzech matach, walczyło w niedzielę w Elblągu o przepustki na mistrzostwa Polski.

W hali elbląskiego MOS-u, gdzie odbyły się zawody, walczyło 48 judoczek i 160 judoków z 16 klubów. Dobrze zaprezentowali się reprezentanci województwa warmińsko-mazurskiego,
zwłaszcza z Gwardii Olsztyn i Żaka Ełk. Triumfowali w aż dziesięciu kategoriach wagowych.

- To dobrze rokuje przed kolejnymi eliminacjami do mistrzostw Polski – cieszli się trenerzy judoków Warmii i Mazur.

Nie popisali się zbytnio gospodarze zawodów. Spośród zawodników dwóch elbląskich klubów UKS Tomita i Truso pierwsze miejsce w niedzielnych eliminacjach wywalczył tylko Marcin Mowiński (kat. wag. 60 kg)

Zwycięzcy poszczególnych kategorii wagowych i miejsca najlepszych elblążan:

Dziewczęta: 36 kg – 1. Monika Stelmasiak (Ryś Warszawa); 40 kg – 1. Sylwia Borawska (Gwardia Warszawa); 44 kg – 1. Paulina Wolmar (Gwardia Olsztyn), 5. Marta Cieniewicz (Truso); 48 kg – 1. Agata Marchelska (Żak Ełk); 52 kg – 1. Ewa Knioła (AZS UW Warszwa); 57 kg – 1. Zofia Michoś (UKS ,7″ Sochaczew), 5. Aneta Rykowska (Truso); 63 kg – 1. Mariola Chartanowicz (Żak Ełk); 70 kg – 1. Katarzyna Guske (Gwardia Olsztyn), 2. Katarzyna Wernicka (UKS Tomita); + 70 kg – 1. Barbara Tołścik (Gwardia Olsztyn).

Chłopcy: 38 kg – 1. Łukasz Najmowicz (Gwardia Olsztyn), 5. Adam Angielczyk (UKS Tomita); 42 kg – 1. Bartosz Dąbrowski (Gwardia Warszawa); 46 kg – 1. Marcin Kowalski (Ryś Warszawa), 3. Karol Korzeniowski (UKS Tomita); 50 kg – 1. Mariusz Gulski (Gwardia Warszawa); 55 kg – 1. Adam Podbiełło (Żak Ełk), 2. Robert Iwaniec (Truso); 60 kg – 1. Marcin Mowiński (Truso Elbląg); 66 kg – 1. Maciej Kalisiak (Ryś Warszawa); 73 kg – 1. Michał Kozub (AZS UW Warszawa), 3. Arkadiusz Szewczyk (Truso); 81 kg – 1. Rafał Doliwa (Żak Ełk); + 90 kg – 1. Jarosław Żochowski (Gwardia Warszawa).

Autor artykułu:
am

Ostróda. Amatorska liga koszykówki ALIK 2001

May 8th, 2001

Zakończyła się runda zasadnicza Amatorskiej Ligi Koszykówki ALIK 2001. W ostatniej serii spotkań zmierzyły się drużyny, które dotychczas nie przegrały: IDEAlni i Iława Basket.

Iławianie, prezentujący lepsze zgranie i umiejętności techniczne, pokonali (57:40) IDEAlnych z Ostródy. Ostródzianie na początku tylko byli równorzędnymi rywalami. Z upływem czasu goście przejęli inicjatywę i zwiększali przewagę.

O ile IDEAlni przejdą zwycięsko przez pierwszą fazę play off, będą mieli okazję do rewanżu w dwumeczu o mistrzostwo ligi.

Pierwsza runda play off rozegrana zostanie 14 maja o godzinie 19.30 w sali sportowej Szkoły Podstawowej nr 1.

W klasyfikacji najskuteczniejszych prowadzi Rafał Pawłowski (Aliens) – 139 punktów.
Pozostałe wyniki: Smoke Time – Atomix 92:9, Aliens – Niepokorni 50:40.

Autor artykułu: mart

OSTRÓDA. Podpalacze bezkarni

May 8th, 2001

W tym roku na ulicach Ostródy spłonęło już piętnaście kontenerów na śmieci. Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych straciło około 30 tys. złotych.

Zdaniem Antoniego Borowskiego, kierownika Zakładu Oczyszczania Miasta, w kwietniu podpalanie kontenerów było prawdziwą plagą. W nocy z 6 na 7 kwietnia spalono 5 dużych pojemników na śmieci, między innymi na ulicy Grunwaldzkiej i Kopernika w Ostródzie.

- Jesteśmy ubezpieczeni, więc część kosztów z naprawy udaje się nam odzyskać – mówi Antoni Borowski.

Nowy kontener kosztuje około 2,5 tysiąca, a jego remont waha się w granicach 1,8 – 2 tys. złotych. Firma ubezpieczeniowa zwraca maksymalnie 837 zł, różnicę pokrywa Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych. W tym roku straty przedsiębiorstwa wyniosły już około 30 tysięcy złotych.

- Podpalenia zgłaszamy na policję, niestety wszystkie sprawy są umarzane z braku wykrycia sprawców – twierdzi Borowski. – Sprawcami w większości przypadków jest młodzież lub nawet dzieci.

Jak twierdzi kierownik, podpalenia skończą się gdy rodzice zaczną zwracać baczniejszą uwagę na to, co robią ich dzieci poza domem. Osoby, które są świadkami takich zdarzeń powinny też częściej zawiadamiać policję lub Straż Miejską.

Autor artykułu:
Joanna Ziółkowska

O tym jak kundle z Warszawy pokochały warmińską wieś

May 7th, 2001

Za sprawą Agnieszki Sołtys z Warszawy bezpańskie kundle ze stolicy trafiły do gospodarzy na Warmii i Mazurach. – Nie żałuję, że tłukę się z psami ponad 300 kilometrów, by trafić na dobrych ludzi w Grzędzie i Paluzach koło Reszla, bo warto – mówi. – Zwierzakami obdzieliłam znajomych w Warszawie, teraz chcę przeprowadzić akcję w całym kraju. Grzęda i Paluzy są dla mnie wzorem.

Lubi pani zwierzęta? – zapytała mnie w telefonicznej rozmowie Agnieszka Sołtys z Warszawy.
- Stale współpracuję z jednym z warszawskich schronisk, ale jak będzie trzeba, będę z wieloma innymi w kraju – wyjaśniła. – Jestem menedżerem w agencji aktorskiej, współpracuję z firmą reklamy komunikacji społecznej, mam nadzieję, że do akcji uwrażliwiania na los zwierząt pozyskam najbardziej znane w Polsce twarze i oplakatuję nimi cały kraj.

Aby osobiście poznać Agnieszkę Sołtys z Warszawy musiałam pojechać do Grzędy. Czekała na mnie przy domu nauczycielskiej pary – Anny i Romana Olszyńskich, u których się zatrzymała, bo zna ich z czasów nauki w Warszawie. Obok biegały trzy psy. Pani Agnieszka zaprosiła na kawę, ale nie czekała aż wypijemy, od razu przywołała swojego psa i zaczęła opowieść.
- To suczka Tara, ale my nazywamy ją Tareska. Wyrzucono ją z samochodu. Połamana była w schronisku przez pół roku. Nikt jej nie chciał – opowiadając o tym głaszcze psa, jakby chciała mu wynagrodzić złe wspomnienia. – Wzięłam ją chorą i nieszczęśliwą. Bardzo bała się mężczyzn. Myślę, że to mężczyzna musiał ją tak katować, więc pamiętała o tym.

- Kocham psy za bezgraniczne przywiązanie. Poza tym jednoczą ludzi w przyjaźni bez względu na wiek, stanowiska i poglądy polityczne. Chcę akcję pomocy zwierzętom zorganizować przez uwrażliwianie na ich los, ale też uświadamiając, że tę opiekę trzeba sprawować mądrze. Jestem na przykład zwolenniczką sterylizacji, bo tak można kontrolować rozrodczość zwierząt. Dla ich dobra.

Wędrujemy do domu Elżbiety i Jana Aftyków. W gościnnym pokoju na fotelach czekają na nas gospodarze i ich dzieci. Mała suczka o imieniu Aga radośnie biega po dywanie. Nikt jej nie karci za te harce.
- Życie na wsi nie jest łatwe, ale taki wesoły piesek nie daje nam się smucić – mówi Jan Aftyka. – Wiem, to może wydawać się dziwne, by gospodarz, który ma krowy, cielęta, świniaczaki i rentę w kwocie 300 zł, cieszył się akurat pieskiem. Ale niech żona dopowie, na czym ta sztuczka polega.
Żona pana Jana, Elżbieta, długo się śmieje ze szczerej wypowiedzi męża. Suczka Aga wykorzystuje sytuację i biega od jednego do drugiego, zachęcając do zabawy. Widać, że rzeczywiście jest ulubieńcem rodziny.

- Agnieszka opowiadała nam o piesku, opowiadała, że choć mamy Pufa do pilnowania obejścia, a poza tym po podwórku biega siedem kotów, wzięliśmy do domu także Agę. To taki piesek, który ciągle jest przy nodze – opowiada pani Elżbieta. – Życie drożeje, dzieci trzeba wykształcić i kto by z nas wcześniej myślał, że piesek nam potrzebny do szczęścia. A jednak taka psina potrafi nas nastawiać pozytywnie do całego świata. To niesamowite!

- Od cholery szczekliwy to pies, ale dobrze, tak ma być, dobry pies – chwali Agę pan Jan, a ona jakby rozumiała jego słowa, pcha mu się na kolana. – Tylko jak chcę ze znajomymi iść na piwo, to zdradzi żonie, gdzie jestem!
- Chyba w swoim pieskim życiu wiele biedy zaznała, bo kiedy przywiozła ją nam Agnieszka z Warszawy chowała się przed ludźmi, kuliła ze strachu i na zapas chowała jedzenie – mówi pani Elżbieta. – Ale teraz ufa nam bezgranicznie. Mąż to chyba bardziej ją lubi niż mnie, bo po wejściu do domu najpierw z nią się wita!
- Nie dzielimy psa na domowego i łańcuchowego – tłumaczy pan Jan. – Pufa zwalniam z łańcucha i idziemy na spacer. Mam 41 hektarów do oglądania, jest gdzie chodzić!
- A Grzęda to jaka wieś, jak ją można scharakteryzować? – pytam.
- To wieś, w której więcej psów niż dzieci i więcej niż dojnych krów – odpowiada ze śmiechem pan Jan.
- On chce powiedzieć, że tak jak wokół, żyje się tu raczej biednie, co nie znaczy, że ludzie mają serca nie mieć – tłumaczy jego żona, Elżbieta.

Podczas wizyty pani Agnieszka nie wtrąca się do wypowiedzi gospodarzy, choć wyraźnie widać, jak bardzo ją wszystko obchodzi. Przy wyjściu oznajmia: – Aga to pies, nad którym tak bardzo znęcał się poprzedni właściciel, że została mu odebrana na wniosek sąsiadów. Dopiero w Grzędzie ma drugie życie. Jestem szczęśliwa, że jest u Aftyków.

Teraz jedziemy do Paluz. Tam mamy poznać życie Saby, którą wyrzucono z poprzedniego domu, bo przestała się podobać. A naraziła się właścicielowi tym, że witając się za bardzo skakała z radości. Kiedy pewnego razu przy skoku zaczepiała pazurem o kieszeń spodni i naderwała ją, straciła wszystko. Wyrzucono ją. Na prośbę Agnieszki wzięli ją Zygmunt i Zofia Romanowiczowie.
- Mieliśmy kiedyś podobnego pieska, ale myśliwy nam go zastrzelił -wspomina pani Zofia. – Było nam smutno, aż pewnego dnia pani z Warszawy przywiozła nam podobnego! Taki przypadek! Bardzo lubię Sabę. Robię jej nawet kanapki, nie zubożeję. Bo jak psu człowiek nie da, to kto?

- Wie pani, kiedy Saba zobaczyła wieś, przestrzeń, pola, to chyba szoku zaznała, bo nigdy czegoś tak ładnego nie widziała – opowiada pan Zygmunt. – Jak poleciała w zboże, to zabłądziła. Dwa dni jej szukaliśmy. Już myślałem, że ktoś ją wziął, bo niektórzy mówili, że taka ładna. O, gdyby umiała mówić, to by pewnie wiele rzeczy opowiedziała. To nasz piesek z Warszawy, z samego Śródmieścia, panienka, radosne stworzenie.

- Tylko kurcze nie lubi listnosza, choć my czemu nie, zwłaszcza gdy rentę niesie – dodaje ze śmiechem.
- Widzicie, ile my możemy się naśmiać z powodu małego pieska! I jak szybko się zapoznać z nieznajomymi! – oznajmia pani Zofia, a potem niemalże ciągnie za rękaw na pokoje. W największym, w którym kwiatów jest tyle jak w oranżerii, czeka nakryty stół.

- Gościna z powodu rozmów o piesku? – pytam zaskoczona.
- Z powodu spotkania bratnich dusz – mówi pani Zofia. – Tylko zacofaniec nie lubi siebie to i nie lubi piesków.
- Zacofaniec nie ma też wanny w domu – dodaje żartobliwie pan Zygmunt. – Ale my jesteśmy wyjątkowi. W Paluzach jest więcej takich.

Agnieszka Sołtys z poworotem zabiera mnie do Grzędy. Muszę jeszcze poznać jej przyjaciół.
Anna i Roman Olszyńscy trafili tu 18 lat temu, pod wpływem propagandowej akcji dla nauczycieli. Kto zechce uczyć w wiejskiej szkole, otrzyma piękne mieszkanie. Oboje marzyli o wiosce w lesie, nad jeziorem. I trafili do Grzędy, gdzie nie ma ani jeziora, ani lasu.
- Rozumiem Agnieszkę, bo sama kocham zwierzęta – mówi pani Anna. – Miałam kotka, kiedy skończył 10 lat znalazł inny dom. Mieliśmy doga, ale aportował świnki sąsiadów i musieliśmy oddać psa teściowej. Potem przybłąkała się Łatka, ale że była psem wędrowcem, pobyła i poszła dalej. Potem kupiliśmy na rynku od sąsiadów ze Wschodu Sonię – coli. Pod naszą nieobecność zjadła u sąsiadów jakąś trutkę i zdechła. Teraz mamy jamnika Gacka. Ma podły charakter, jest niekoleżeński, warczy na inne psy, ale to wielki pies w małym ciele. Nasz nadpies. To z jego powodu kot z domu się wyprowadził. Tylko z miłości do Agnieszki toleruje jej psa.
Pani Anna opowiada o tym krzątając się przy kuchni. Opowieści przysłuchje się też Gacek.

Do rozmowy włącza się dyrektor szkoły podstawowej w Grzędzie Ewa Dańko, zaprzyjaźniona z Olszyńskimi. Jej opowieść dotyczy psa o imieniu Murzyn, który przeżył trzech dyrektorów. Teraz w szkole jest kolejny pies – przybłęda, rudy Lisek. Przyszedł zaraz potem jak Murzyna zabrako. Ma identyczny charakter. Wszyscy mówią, że to wcielenie Murzyna.
Lisek mieszka na klatce schodowej w bloku. Ile drzwi, tyle misek i wycieraczek dla niego. Sam sobie wybiera miejsce, na którym śpi. Tych, których kocha, wita w szczególny sposób, na przykład rannym pukaniem do drzwi. Pies robi to ogonem!

- Kiedy pani z Sanepidu zobaczyła Liska na stołówce, krzyknęła “A co ten pies tak tu się patałęta?!” – opowiada pani dyrektor. – Liskowi zrobiło się przykro. Podobnie jak nam. No bo co to znaczy “patałęta się”. Cała szkoła go lubi.
Kiedy tak rozmawiamy o psach, z radia dobiega piosenka Urszuli “Mądre serce jest jak pies, kiedy kocha może czekać nawet wiek”. Agnieszka mówi, że nie możemy czekać z pomocą dla zwierząt. Tym w Grzędzie i Paluzach się udało, a innym?

Autor artykułu: Elżbieta Mierzyńska

Warmia i Mazury. Spokojny koniec najdłuższego weekendu

May 7th, 2001

Policja zakończyła wczoraj dziewięciodniową akcję Majowy weekend. Na drogach było bardzo tłoczno. Warmię i Mazury odwiedziło kilka tysięcy turystów.

Wczoraj w naszym regionie nie odnotowano wielu poważnych wypadków. Tegoroczny najdłuższy ,weekend Europy” do spokojnych jednak nie należał. W ciągu dziewięciu ostatnich dni na drogach Warmii i Mazur doszło do 50 wypadków, w których zginęło sześć osób a ponad 60 zostało rannych. W tym samym czasie ubiegłego roku wypadków i ofiar było o połowę mniej. Policjanci zatrzymali 250 pijanych kierowców, o ponad 100 więcej niż przed rokiem.

W niedzielę na wszystkich najważniejszych trasach w regionie było dużo patroli drogówki. Najwięcej, bo aż dziesięć, na drodze nr 7 z Warszawy do Gdańska. Do akcji Majowy weekend włączyli się również policjanci z województw pomorskiego i mazowieckiego.

Policjanci dbali przede wszystkim o bezpieczeństwo podróżnych, którzy wracali do domów znad morza. Wczesnym popołudniem ruch na siódemce był bardzo duży. Wieczorem ruszyła kolejna fala. Kierowcy na ogół nie przesadzali z prędkością.

- Ruch jest spory, poza tym pogoda nie sprzyja rozwijaniu dużych prędkości – mówił st. sierż. Grzegorz Żukiewicz z sekcji ruchu drogowego olsztyńskiej komendy miejskiej, który jeździł wczoraj nie oznakowanym radiowozem, wyposażonym w wideorejestrator.

- Na ogół kierowcy stosowali się do przepisów, bo wiedzieli, że policja prowadzi akcję – dodał sierż. Maciej Petjunas.

W czasie akcji, jak podkreśla podkomisarz Stefan Pawlak z Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Olsztynie, na siódemce nie doszło do żadnego wypadku. Tak dobrze nie było na drogach bocznych. Wczoraj po południu niedaleko Lubawy zderzyły się ze sobą cztery samochody. Nikomu nic poważnego się nie stało.

Jak co roku podczas długiego majowego weekendu na Warmię i Mazury zawitali przede wszystkim wczasowicze w Polski centralnej i wycieczki z Niemiec. Dużo osób odpoczywało we własnych domkach letniskowych. Powodzeniem, zwłaszcza wśród bogatszej klienteli, cieszył się wypoczynek w siodle i agroturystyka. Pogoda sprzyjała też amatorom żeglarstwa, dlatego na jeziora wypłynęło najwięcej w tym roku jachtów i żaglówek.

- Nasz ośrodek przyjął mało rezerwacji – mówi Halina Conrad, kierownik Ośrodka Turystyki Wodnej w Kamieniu w gminie Ukta. – Dużo ludzi zachęconych słoneczną pogodą przyjechało natomiast w trakcie wolnych dni. Większość wypoczywających to rodziny z Warszawy, Wrocławia i Gdańska. Ze względu na początek sezonu żeglarskiego było też sporo młodzieży, głównie studentów.

Część hoteli chcąc przyciągnąć klientów przygotowało na długi weekend specjalną ofertę. Na przykład olsztyński Novotel wprowadził m. in. niższe ceny wyżywienia. Największą frekwencję zanotowały hotele goszczące co roku wycieczki zza zachodniej granicy. Inne zdołały zapełnić się średnio w 60-70 proc.

- Moimi gośćmi byli turyści indywidualni z Warszawy – mówi Leszek Olejniczak, właściciel Domu Wczasowego ,Zalesie” koło Barczewa. – Ludzie związani z branżą turystyczną przewidują, że ten rok nie będzie rewelacyjny. Nasze społeczeństwo jest coraz uboższe i coraz mniej osób będzie stać na wypoczynek poza domem.

Autor artykułu: Grzegorz Adamowicz, Cezary Stankiewicz

Gołdap. Debiut chóru

May 7th, 2001

Gołdapski organista Henryk Rybaczyk od kilkudziesięciu lat przygotowuje oprawę muzyczną mszy i uroczystości kościelnych. Kilkanaście miesięcy temu postanowił swoje muzyczne umiejętności wykorzystać w inny sposób – zebrał grupę emerytów i młodzieży, opracował repertuar i w ten sposób powstał chór, działający obecnie przy gołdapskiej konkatedrze Najświętszej Marii Panny Matki Kościoła.

Zebrani po niedzielnej mszy na debiutanckim koncercie mieli okazję wysłuchać nie tylko pieśni religijnych, lecz także patriotycznych.

- Jestem zaskoczony i wzruszony – powiedział po koncercie burmistrz Marek Miros. Według mnie wykonali to bardzo profesjonalnie. Ich umiejętności powinny być wykorzystywane przy innych okazjach.

Autor artykułu: mis